Sport.pl

ZDARZYŁO SIĘ. Tragiczny wypadek i Lech Poznań mistrzem

Niewielu już kibiców pamięta, że 30 lat temu - w 1983 roku Lech Poznań został mistrzem kraju nie tylko w piłce nożnej, ale i w męskiej koszykówce. A jeszcze mniej fanów kojarzy straszną tragedię, która to poprzedziła.
30 lat temu na pierwszych stronach wszystkich poznańskich gazet znalazła się informacja, która zmroziła wszystkich kibiców. Nie to, że nie dojdzie do planowanego na wieczór meczu koszykarzy Lecha Poznań ze Stalą Bobrek Bytom - decydującego o mistrzostwie kraju. Raczej to, dlaczego to spotkanie się nie odbędzie.

"W późnych godzinach wieczornych drużyna przeciwników Lecha miała tragiczny w skutkach wypadek" - przeczytali zmrożeni kibice. Otóż koszykarze bytomskiej Stali Bobrek, jadąc autokarem w okolicach Tarnowskich Gór, mieli wypadek. Ośmiu koszykarzy z Bytomia doznało obrażeń, więc pierwsza decyzja była oczywista. Wiceprezes KKS Lech (klub miał wtedy pod jednym kierownictwem wiele sekcji, w tym koszykarską) Artur Maria Filipowski ogłosił, iż mecz zostanie odwołany.

Minęło trochę czasu i okazało się, że wieści z miejsca wypadku autokaru z koszykarzami są znacznie bardziej tragicznie niż początkowo sądzono.

Wraz z zespołem do Poznania jechała także rodzina jednego z koszykarzy, Wojciecha Szaraty. Cieszył się on na ten wyjazd i ten mecz, gdyż wracał do swojego rodzinnego miasta - pierwsze kroki stawiał przecież w AZS Poznań. Żona i troje dzieci jechali wraz z nim, by w Poznaniu nie tylko obejrzeć mecz z Lechem, ale i spotkać się z rodziną.

50 km za Bytomiem, niedaleko miejscowości Wielowieś koło Tarnowskich Gór autokar z koszykarzami Stali Bobrek wziął się za wyprzedzanie stara z przyczepą załadowaną węglem. Kierowca stara zaczął skręcać w boczną drogę i zjechał na lewo. Autokar z koszykarzami zahamował raptownie, ale niewiele to dało. Nie mógł już uniknąć zderzenia. Skutki były opłakane. Wojciech Szarata, wyniesiony potworną siłą, rozbił przednią szybę i wyleciał z autobusu. Poniósł śmierć na miejscu. Wszystkie jego dzieci - w wieku 3, 4 i 6 lat - zostały ranne, niektóre ciężko.

- Uderzenie było tak silne, że wszystkie fotele w autobusie powypadały ze swoich miejsc - mówił kierownik drużyny Stali Bobrek Bytom Janusz Ćwik. Jednakże poza Wojciechem Szaratą i jego dziećmi nikt nie odniósł ciężkich obrażeń. Jedynie Jacek Rosa musiał zostać w szpitalu, gdyż miał uszkodzone kolano.

Wiadomość o wypadku wstrząsnęła całym krajem. Mecz odwołano, a Polski Związek Koszykówki uznał, że z przyczyn niezależnych od którejś ze stron. W dość niezwykłym rozstrzygnięciu przyznał walkower i dwa punkty Lechowi, ale Stal Bobrek Bytom otrzymała jeden punkt, gdyż walkower nie był przez nią zawiniony.

Lech Poznań został mistrzem Polski, chociaż nie wyszedł na parkiet.

Pozostała jeszcze kwestia kibiców i biletów. Kupiło je aż 6 tysięcy chętnych, Arena miała być wypełniona po brzegi. Wszyscy liczyli na koronację mistrza. Tego nie można było kibicom odebrać. Zapadła zatem decyzja, że koronacja odbędzie się, ale po kilku dniach - 23 lutego. Poprzedzi ją towarzyski mecz Lecha z reprezentacją ligi polskiej. Dochód z meczu miał zostać przeznaczony na rzecz rodziny tragicznie zmarłego Wojciecha Szaraty.

Spotkanie to spotkało się z ogromnym zainteresowaniem. Gazety podgrzewały atmosferę. Codziennie drukowały obszerne materiały o koszykarzach Lecha, łącznie z listą nazwisk zdobywców tytułu. Byli to: Eugeniusz Kijewski (28 lat, 186 cm wzrostu), Jarosław Jechorek (22 lata, 211 cm), Zbigniew Bogucki (27 lat, 203 cm), Ireneusz Mulak (27 lat, 195 cm), Marek Kostencki (29 lat, 202 cm), Wojciech Kiełbasiewicz (25 lat, 185 cm), Tomasz Kiełpiński (21 lat, 198 cm), Dariusz Garstka (19 lat, 203 cm), Grzegorz Pluciński (28 lat, 184 cm), Włodzimierz Maserok (25 lat, 201 cm), Andrzej Lisztwan (20 lat, 187 cm), Jarosław Marcinkowski (20 lat, 199 cm), Marek Plewiński (19 lat, 194 cm), Tomasz Szafrański (19 lat, 196 cm). Trenerami byli Wojciech Krajewski i Wiktor Haglauer. Ten drugi był z Lechem mistrzem Polski jeszcze w 1958 roku.

Lechici zagrali znakomicie, do przerwy (wtedy mecz koszykówki składał się z dwóch, a nie czterech części) prowadzili 43:25, a ostatecznie zwyciężyli 79:73. Punkty dla reprezentacji ligi zdobywał np. Mieczysław Młynarski z Górnika Wałbrzych, który właśnie został rekordzistą Polski, gdy zdobył 90 punktów jednym meczu - przeciwko Pogoni Szczecin. Rzucał także Kent Washington z Zagłębia Sosnowiec - pierwszy czarnoskóry gracz w polskiej lidze, który nie dostał się do Los Angeles Lakers (sam był kibicem New York Knicks). Kenta Washingtona znamy przede wszystkim z tej sceny:



Choć okoliczności meczu były smutne, kibice Lecha Poznań cieszyli się z tytułu. "Ka-ka-es mistrzem jest!" zabrzmiało po raz pierwszy, zanim jeszcze po pierwszy w dziejach tytuł sięgnęli piłkarze Wojciecha Łazarka. Na mecze koszykówki chodzili zresztą ci sami kibice, co na Bułgarską. Ludzi było mnóstwo, hałas i doping potężny. - Gdzie są dziś ci, którzy kwestionowali sens budowy obiektów sportowych, w tym Areny - pytał działacz związkowy Henryk Nowak.

CZY PAMIĘTACIE TAMTE ZŁOTE CZASY POZNAŃSKIEJ KOSZYKÓWKI?

Więcej o: