Sport.pl

Wybory w PZPN. Stefan Antkowiak. Idzie tatuś, będzie rodzinnie

W Wikipedii hasło "polski działacz sportowy" musiałoby brzmieć tak: biały mężczyzna w wieku późnoemerytalnym, młodość spędził w PZPR; możliwa nadwaga; brat łata zjednujący innych działaczy hasłem "stoliczku, nakryj się"; tęskniący za taktyką Kazimierza Górskiego; deklarujący działania odwrotne do realizowanych. Ale można by krócej, wpisując po prostu: Stefan Antkowiak.
Wśród kandydatów jest najmniej znany, ale ma największe szanse na wygraną. O ile jego rywale tylko mówili lub nie robili nic, by zmienić polską piłkę, a ich nicnierobienie miało wymiar ogólnokrajowy, o tyle Antkowiak nie robił nic w zaciszu Wielkopolskiego Związku Piłki Nożnej.

Karierę sportową zaczynał w Lechu Poznań jako dzieciak, potem grał w Granicy Gubin. W 1986 roku powrócił do Lecha na posadę wiceszefa klubu. Wstąpił też do PZPR, zasiadał w komitecie wojewódzkim. Jowialny, elegancki, łatwo nawiązujący kontakty i sypiący anegdotami właściciel firmy budowlanej od 12 lat przewodzi WZPN. Przed czterema laty rękawicę odważył się mu rzucić 30-letni prawnik Michał Gniatkowski, który przyszedł do związku z nadzieją na zmiany. Zmian nie zobaczył, więc stanął przeciw Antkowiakowi. Chciał zrezygnować z pensji szefa związku, czego działacze nie byli w stanie pojąć. W cuglach wygrał Antkowiak, który nie proponował zmian, lecz wymieniał swoje zasługi, a za atut uznał to, że się na posadzie nie skompromitował.

Teraz deklaruje, że nie kusi go 50 tys. zł miesięcznie dla szefa PZPN, ale dodaje, że pensję weźmie, bo inaczej działacze podejrzewaliby, że kombinuje na boku. To znamienny sposób myślenia dla związkowych baronów, którzy 26 października go poprą - prezesa należy wynagrodzić pod sufit jego potrzeb materialnych, by ewentualne dodatkowe pieniądze, przekazywane pod stołem, wywoływały w nim mdłości.

W regionalnych wyborach nie prezentował programu. Gniatkowski rozdawał ulotki, obiecywał walkę z korupcją, unowocześnienie związku, przejrzystość finansową. Antkowiak tylko jeździł od delegata do delegata i przypominał, że jest.

- Pan nie mógł jeździć? - pytaliśmy Gniatkowskiego.

- Nie jestem w stanie tyle wypić - usłyszeliśmy.

- Nie wiem, kto pije, ile pije; ja niewiele, bo codziennie jeżdżę samochodem - ripostował Antkowiak, a jego zaufani postawili Gniatkowskiego przed sądem koleżeńskim, oskarżając o "naruszenie norm etyczno-moralnych". Nic to, że alkoholowe obyczaje działaczy przeszły już do legendy. Wielkopolscy cztery lata temu wybrali się autokarem na Euro w Austrii i Szwajcarii. W drodze wódka płynęła nawet podłogą, a "wycieczka" wracała bez jednego z nich, bo zasnął pijany pod stadionem.

Latem Antkowiak znów pokonał Gniatkowskiego w wyborach regionalnych. Na pytanie, czy nie za długo trwa na stanowisku, odparł: - A dlaczego? Jestem w dobrej formie fizycznej.

Wobec korupcji w piłce przyjmował strategię Andrzeja Leppera. Podobnie jak szef Samoobrony o wyprowadzanych przez policję działaczach partyjnych Antkowiak o kolejnych zatrzymaniach mówił: "Czasem nie wiemy, kto pracuje z nami biurko w biurko", albo: "Dopóki nie ma prawomocnego wyroku, człowiek jest niewinny". Gdy liczba zatrzymanych sędziów przekroczyła masę krytyczną, której wytrzymać nie mógł nawet PZPN, Antkowiak poparł pomysł, by usunąć wszystkich ze struktur związku. "Za ewentualne przestępstwa, jakie popełnią, nie będą kalać federacji" - tłumaczył. O procesach mówił: "Mam prośbę do prokuratury i sądów, aby wreszcie zakończyły te sprawy. Wszystkim rzygać się już chce, że to tak długo trwa".

Teraz ten były działacz PZPR zapowiada okrągły stół, do którego mają zasiąść wojujące w PZPN stronnictwa. Choć zjednał sobie baronów związkowych, pokusił się o program: chce być jak ojciec, który zaprowadzi porządek w rodzinie; obiecał szkolenie i rozbudowę infrastruktury, powołanie rozgrywek juniorów starszych, zmniejszenie obciążeń finansowych klubów wobec związku i premie za szkolenie reprezentantów kraju. Zapowiedział też jawność finansową i jawność zasad podziału biletów na mecze kadry, a także poprawę wizerunku związku. Z korupcją chce walczyć poprzez stworzenie piłkarskiego kodeksu etycznego. Jako wiceprezes (był nim przez sześć lat) i członek zarządu PZPN o takich pomysłach się nie zająknął.

Więcej o: