Sport.pl

Portugalczycy przed ćwierćfinałem Euro 2012 stali się jednością.

Na tle zupełnie rozbitej na jednostki, bardzo egoistycznej i nie potrafiącej współpracować Holandii zespół portugalski wyglądał jak dobrze działający, jeden organizm.
O trenerze Paulo Bento mówi się, że nie ma dość charyzmy, by prowadzić zespół z takimi gwiazdami jak Cristiano Ronaldo czy Nani oraz niepokornymi charakterami jak Pepe czy Raul Meireles. Portugalscy kibice byli pełni obaw, czy zdoła poradzić sobie z ekipą, z którą nie dał rady odnieść sukcesów Carlos Queiroz (teraz jeden z głównych krytyków drużyny Paulo Bento, który uważa, że zespół gra prymitywną piłkę), a potknął się na niej podczas Euro 2008 także Luis Felipe Scolari. Sparingi przed turniejem nie napawały optymizmem - 3:2 z Danią było dopiero pierwszym zwycięstwem Portugalii w 2012 roku.

Pierwszy mecz z Niemcami został przegrany 0:1, ale już wtedy Portugalczycy potrafili przekuć go w sukces. Po porażce we Lwowie jak jeden mąż powtarzali: "Zagraliśmy bardzo dobre spotkanie, byliśmy nawet lepsi.". Pepe użył nawet określenia, że mecz wygrał nie ten zespół, który powinien. Ta wiara w siłę, którą pokazali mimo porażki trzymała Portugalczyków w wierze w sukces, choć gdy obserwowało się ich treningi w Opalenicy, widać było pewne napięcie. Pewnie sama wiara na niewiele by się zdała, gdyby nie zwycięstwo nad Danią.

Wtedy to Portugalia podniosła się z trudnej sytuacji, wykuł się jej hart ducha. Po tym meczu wielka krytyka spadła jednak na Cristiano Ronaldo, który zmarnował wiele okazji bramkowych. Gdyby nie to, Portugalia wygrałaby wyżej. Reakcja piłkarzy portugalskich na te uwagi była jednak zaskakująca - otóż zaczęli się oni odszczekiwać krytykom. Stanęli w obronie naciskanego presją Cristiano Ronaldo, niektórzy kazali się od niego odczepić.

To pokazywało, że Portugalia stanowi jedność. Bez większych roszad w składzie, z wyraźnym podziałem na pozycje i wyjściową jedenastkę oraz ławkę, zbudowała w małej Opalenicy pod Poznaniem prawdziwą drużynę. Nie ma ona wybitnych środkowych napastników, ale za to siła ofensywna, jaką dają Cristiano Ronaldo i Nani w pełni to rekompensuje. Szefowie portugalskiej federacji piłkarskiej twierdzili podczas spotkań z władzami małego miasteczka, że specjalnie wybrali tę lokalizację, z daleka od miejsca rozgrywanych spotkań (we Lwowie i Charkowie na Ukrainie), na odludziu, w pobliżu lasu, aby mieć spokój i możliwość izolacji. Tymczasem okazało się, że mieszkańcy Opalenicy stali się dodatkowym wsparciem dla Portugalii. Wszyscy tu uwielbiają tę drużynę, nazywają ją "naszą Portugalię", utożsamiają się z nią i bardzo ją dopingują. Portugalczycy twierdzą, że nie przypuszczali, iż będą się tu czuli tak dobrze i tak swobodnie.

Tę swobodę było już widać w meczu z Holandią. Na tle pomarańczowych indywidualistów, którzy podczas całego nieudanego dla siebie Euro 2012 nie stworzyli nawet zrębów zespołu, portugalska drużyna wygląda na scaloną i zjednoczoną w jednym celu. Pod względem mentalnym wygląda ona bodaj najlepiej od Euro 2004, a Cristiano Ronaldo pokazał, że jego kłopoty na początku turnieju to nie jest kwestia kiepskiej formy.

W tej sytuacji dalsze losy Portugalii w turnieju zapowiadają się bardzo interesująco. W ćwierćfinale trafia ona na Czeców i będzie zdecydowanym faworytem starcia w Warszawie. W półfinale może dojść do jej arcyciekawego starcia z sąsiadem z Półwyspu Iberyjskiego - Hiszpanią. I kto wie, może jego detronizacji.

Więcej o: