Sport.pl

Basket przegrał z AZS. Ostatni mecz w Poznaniu w sezonie, czy ostatni w historii?

Koszykarze PBG Basket Poznań ani razu nie prowadzili w starciu z AZS Koszalin, ale to nie oznacza, że ich ostatni w tym sezonie mecz we własnej hali był nudny. Basket odrobił 18 z 19 punktów straty do gości, którzy jednak w czwartej kwarcie przypieczętowali swoją wygraną 65:73.
POZNAN.SPORT.PL NA FACEBOOKU - POLUB NAS, TEJ!

Na dwie kolejki przed końcem rozgrywek zespół Miliji Bogicevicia właściwie zapewnił sobie bezpieczne, trzecie od końca miejsce w tabeli grupy słabszych drużyn ekstraklasy. W przypadku Basketu gra nie toczy się już jednak o ten sezon, a o przyszły, bo na razie niewiele wskazuje, by klub, który jest w trudnej sytuacji finansowej, przystąpił do kolejnych rozgrywek. Pojedynek z koszalinianami, pewnymi już gry a play-off, miał więc dla gospodarzy szczególne znaczenie.

Kibice zostali zaproszeni do hali za darmo. Zjawiło się ich więcej niż ostatnio. Doping też był głośniejszy. Już po meczu sympatycy poznańskiej drużyny ustawili się do pamiątkowego zdjęcia, przed nimi stanęli koszykarze Basketu. Z głośników popłynęło krótkie oświadczenie prezesa klubu, Adama Bekiera. "Chciałem wam podziękować za obecność, za doping, bo pokazujecie, że męska koszykówka musi być w Poznaniu. Życzę wszystkiego najlepszego na święta, a w imieniu swoim i pracowników klubu dodam, że zrobimy wszystko, by ten mecz był ostatnim w tym sezonie w Poznaniu, a nie ostatnim w ogóle".

Wzruszony był też trener Milija Bogicević. - Wiem, że w świąteczny weekend trudno było znaleźć czas, by przyjść na mecz. A jednak kibice przyszli. Bardzo im za to dziękuję - mówił Serb. A imieniu zespołu na konferencji prasowej przemówił Aleksander Lichodzijewski: - Rozmawialiśmy o tym w szatni i wszyscy są tego samego zdania. Jesteśmy wdzięczni kibicom, że byli z nami na dobre i na złe w tym sezonie.

Sam mecz z akademikami z Koszalina był trochę jak sezon Basketu w pigułce. Była więc zadziwiająca bezsilność, która w sobotę dopadła poznaniaków już w pierwszych sekundach spotkania. Koszykarze Andreja Urlepa czytali zagrywki Basketu jak z otwartej książki, wyprzedzali rywali, zabierali im piłkę lub zmuszali do niecelnych rzutów. Sami zaś byli niebywale skuteczni. Świetne kontrataki czy za szybkie dla gospodarzy wejścia pod kosz błyskawicznie powiększały przewagę AZS. Były gracz Basketu Grzegorz Surmacz oraz J.J. Montgomery nie spudłowali ani jednego rzutu z gry w pierwszej kwarcie, a koszalinianie wygrali ją 30:13! - Zagraliśmy rewelacyjną kwartę - cieszył się Andrej Urlep. - AZS do maksimum wykorzystał przewagę, którą miał - ocenił Milija Bogicević, który tak intensywnie szukał optymalnej piątki, że w siedem minut zdążył sprawdzić dziewięciu zawodników. To nie zdarzało mu się często w tym sezonie. Szukał też przyczyn słabej gry u sędziów, których zasypywał pytaniami o takie, a nie inne ich decyzje. - Coach, mamy święta. Już wystarczy - uspokajał Serba jeden z arbitrów.

Zespół z Pomorza zdążył jeszcze powiększyć dystans do rekordowych w tym meczu 19 punktów (32:13), gdy poznaniacy zabrali się za odrabianie strat. - Zaczęliśmy grać z taką samą siłą w obronie, jak Koszalin - wyjaśnił Milija Bogicević. Teraz to goście mieli problemy ze zdobywaniem punktów - w dwie kolejne kwarty zdobyli 25 punktów, czyli pięć mniej niż w pierwszych 10 minutach! W Baskecie świetnie zaczął grać Aleksander Lichodzijewski - groźny zarówno pod koszem jak i przy próbach za trzy punkty. W trzeciej kwarcie po dwie "trójki" trafili Mateusz Bartosz oraz Djordje Micić i gdy ten drugi skutecznie wykończył wejście pod kosz, Basket przegrywał tylko 52:53 (28. minuta).

Po tym pościgu kibice byli pełni emocji, ich doping był naprawdę głośny. Poznański zespół miał więc otwartą drogę do tego, by pożegnać się z fanami wygraną. Wtedy jednak na boisko wróciła ukochana przez Andreja Urlepa bezlitosna defensywa w wykonaniu AZS. Basket przez prawie osiem minut nie był w stanie sobie z nią poradzić i nie zdobył w tym czasie ani punktu. - Znów graliśmy w obronie tak, jak w pierwszej kwarcie. Zdobyliśmy wystarczającą przewagę, by do końca kontrolować mecz - ocenił szkoleniowiec koszalinian.

Faktycznie, gdy pierwsze punkty po długiej przerwie zdobył dla Basketu Aleksander Lichodzijewski, AZS prowadził 62:54. Przez cztery minuty wszystko mogłoby się jeszcze zdarzyć, ale goście odzyskali swobodę w ataku. Łatwo punktowali Igor Milicić, Callistus Eziukwu oraz wprowadzony na ostatnie minuty George Reese i stało się jasne, że poznaniacy nie zrobią im już krzywdy. - Włożyliśmy bardzo wiele energii w to, by dogonić Koszalin i tej energii zabrakło nam w końcówce - przyznał Aleksander Lichodzijewski. To on zdobył ostatnie punkty (trzy) rzutem na dwie sekundy przed końcem meczu.

PBG Basket Poznań - AZS Koszalin 65:73

Kwarty: 13:30, 21:13, 18:12, 13:18

Basket: Bartosz 12 (2x3), Micić 12 (2), Parzeński 9, Nikolić 0, Smorawiński 0 oraz Lichodzijewski 23 (3), Comagić 9 (1), Nowak 0, Milczyńki 0, Szydłowski 0.

AZS: Montgomery 17 (1), Surmacz 16 (2), Bigus 2, Łączyński 2, Dutkiewicz 0 oraz Eziukwu 11, Pamuła 10 (2), Milicić 8, Reese 7, Jermakowicz 0.

Więcej o:
"/> Kubica ukarany. Wściekły Verstappen krzyczał "co oni k**** zrobili?". Szalony wyścig!