Sport.pl

Niska Politechnika lepsza niż wysoki Basket

Koszykarze PBG Basket Poznań przegrali czwarty z rzędu mecz w drugiej fazie sezonu zasadniczego. Tym razem w poznańskiej hali 83:81 wygrał AZS Politechnika Warszawska i zrównał się punktami z Basketem.
POZNAN.SPORT.PL NA FACEBOOKU - POLUB NAS, TEJ!

Teoretycznie niemal wszystko przemawiało w tym meczu za poznaniakami. Goście przyjechali do Wielkopolski bez dwóch swoich środkowych, Leszka Karwowskiego i Marcina Kolowcy. W tej sytuacji trzej najwyżsi zawodnicy Politechniki mieli 202 cm wzrostu, czyli znacznie mniej niż Jakub Parzeński (212 cm), Damian Kulig i Mateusz Bartosz (obaj 205 cm) czy Aleksander Lichodzijewski (204 cm). Na dodatek ekipa z Warszawy dotarła do hali przy Drodze Dębińskiej mocno spóźniona, bo po drodze zepsuły się wycieraczki w autokarze. Mecz rozpoczął się co prawda z opóźnieniem, ale AZS miał na rozgrzewkę zaledwie kilkanaście minut. - Przez to spóźnienie warunki do gry nie były dla nas komfortowe - przyznał jeden liderów zespołu ze stolicy Mateusz Ponitka. Pochodzący z Ostrowa Wlkp. 19-letni zawodnik, który jest wschodzącą gwiazdą polskiej koszykówki, przyznał, że wygrana w Poznaniu miała dla niego wyjątkowy smak. - W końcu urodziłem się tutaj - wyjaśnił.

Gdy na początku sezonu Politechnika grała w poznańskiej hali, jej młode błysnęły kilkoma klasowymi akcjami. Basket jednak wygrał bez większych kłopotów 80:68. W sobotę było widać, że drużyna ze stolicy, mimo wspomnianych problemów, rozwinęła się od października, czego, niestety, nie można powiedzieć o poznańskich koszykarzach. Prowadzili oni w tym meczu tylko na początku (4:0 i 4:2), gdy goście pewnie jeszcze odczuwali skutki tego, że nie mieli czasu na solidną rozgrzewkę. Mieli za to większy zapał do gry. Pod koszem umiejętnie doskakiwali do wyższych graczy Basketu. - Taki był właśnie pomysł. Mieliśmy podwajać wysokich rywali i utrudniać im grę. Jak widać po wyniku, taka taktyka przyniosła skutek - wyjaśnił Mateusz Ponitka.

Goście byli też bardzo skuteczni w ataku. Po słabym początku szybko się pozbierali i uciekli nawet na 18:11. Dobrze grał nie tylko Mateusz Ponitka, ale też rozgrywający Łukasz Wilczek (zaliczył double-double: 11 punktów i asyst), no i przede wszystkim Michał Nowakowski, który to zmagał się pod własnym koszem z Damianem Kuligiem, by w ofensywie rzucać jak natchniony. Nie pomylił się przy żadnej z trzech prób za trzy punkty, a za dwa trafił 8 na 11. Dziurawił kosz w ważnych momentach. Po trzech kwartach miał na koncie 21 punktów, a Mateusz Ponitka 18, przy 62 całej drużyny z Warszawy.

Przed ostatnią częścią wydawało się, że poznaniacy mają już mecz w garści. Przegrywali już 43:58, a jednak potrafili wrócić do gry i doprowadzić do 61:62. Zdobyli dziesięć kolejnych punktów w kwarcie, w tym sześć po dwóch "trójkach" - Niksy Nikolicia i Aleksandra Lichodzijewskiego. Gdy ten drugi trafił równo z syreną, trener Politechniki ze złości wbiegł na połowę boiska i gwałtownie tłumaczył coś swoim graczom.

Basket nie wykorzystał tego, że przewaga psychologiczna była po jego stronie. Znów zaczął źle bronić. - Przegrywaliśmy w defensywie zbyt dużo pojedynków jeden na jednego. Gdy tracisz 83 punkty we własnej hali, to trudno żebyś wygrał mecz. Nie mamy w zespole tylu strzelców, którzy potrafiliby nadrobić takie straty w obronie - smucił się trener Milija Bogicević.

A jednak los jeszcze raz wyciągnął rękę do jego zespołu. Kilkoma indywidualnymi akcjami Politechnika wyszła na prowadzenie 80:70. Do końca zostały niespełna cztery minuty. Wtedy akcję dwa plus jeden przeprowadził Tomasz Smorawiński, Chwilę potem jego wyczyn powtórzył Damian Kulig, który minutę przed końcem znów trafił do kosza, mimo że był faulowany. - Przez trzy kwarty nie wykorzystywaliśmy naszych wysokich kolegów, dopiero w czwartej kwarcie zaczęliśmy to robić - mówił Tomasz Smorawiński.

Damian Kulig stanął na linii wolnych. Na tablicy był wynik 78:80, czas 1:02. Kapitan Basketu spudłował jednak, ale piłkę rywalom wyszarpnął Niksa Nikolić. Długo się ją jednak nie nacieszył, bo parę sekund później rywale mu ją zabrali. Michał Nowakowski powiększył prowadzenie Politechniki do 82:78, ale Djordje Micić mógł je szybko zmniejszyć. Spudłował jednak w sytuacji sam na sam z koszem! Tak jak wcześniej zrobili to Aleksander Lichodzijewski (w pierwszej kwarcie), czy Żarko Comagić na początku czwartej. Stało się jasne, że Basket tego meczu nie wygra.

- Nie mamy chyba honoru, gdy kolejny już mecz zaczynamy bardzo źle. Potem pogoń za przeciwnikiem kosztuje nas zbyt wiele energii i brakuje jej wtedy, gdy pojawia się szansa, by odwrócić losy spotkania. Znów zawiedliśmy... - martwił się Aleksander Lichodzijewski.

PBG Basket Poznań - AZS Politechnika Warszawska 81:83

Kwarty: 14:18, 22:25, 25:19, 20:21

Basket: Lichodzijewski 17 (2x3) Micić 16 (3), Kulig 15, Comagić 6, Smorawiński 5 oraz Nikolić 13 (3), Parzeński 8, Bartosz 1.

AZS: Nowakowski 25 (3), Ponitka 18, Pamuła 13 (2), Wilczek 11, Mokros 3 (1) oraz Pełka 6, Popiołek 5 (1), Kowalczyk 2, Kucharek 0.

Więcej o: