Sport.pl

Masz już blog? Dodaj wpis po zalogowaniu.

Załóż swojego bloga

04.10.2014 11:48

''Bogowie'', czyli serce to jednak sługa

"Bogowie"

reżyseria: Łukasz Palkowski

scenariusz: Krzysztof Rak

w rolach głównych: Tomasz Kot, Piotr Głowacki, Szymon Piotr Warszawski, Jan Englert, Magdalena Czerwińska, Kinga Preis

 

W moje siódme urodziny, w styczniu 1980 roku strasznie rozbolał mnie brzuch. Opuściłem imprezę z balonikami, na której bawiłem się z innymi dziećmi. Wieczorem byłem już w szpitalu. Rozlany wyrostek. Po operacji, której omal śmiertelnie nie spieprzono, zostałem wypisany do domu. Nie minął dzień, gdy z wysoką gorączką wróciłem do szpitala. Zapalenie otrzewnej. W poznańskim szpitalu nie było już jednak wtedy miejsc w salach. Położyli mnie na korytarzu, na materacu, na podłodze.

Piszę o tym dlatego, że gdy sobie przypomnę owe przechodzące nad moją głową nogi, nie mogę wyjść ze zdumienia, jak udało się wówczas w Polsce dokonać pierwszego przeszczepu serca. W Polsce lat 80., która rozłaziła się w szwach, pełnej bylejakości, absurdu i fikcji. A jednak profesorowi Zbigniewowi Relidze się udało. Powiedziałbym, że udało mu się mimo tego, gdzie żył, w jakich czasach i okolicznościach.

"Bogowie" nie są jednak filmem o PRL. Owszem, scenografia (to już nawet filmy o latach 80. stają się filmami kostiumowymi?!), charakteryzacja, stare radia i meble, duże fiaty czy telefony stacjonarne przenoszą nas do tamtej epoki, którą ja pamiętam (nie wiem jak Wy). Nie jest to jednak film o tym, jak było ciężko w Polsce Ludowej. To w ogóle nie o tym.

To historia człowieka, który chce robić swoje niezależnie od okoliczności. Przy czym rozumie to jako zrobienie wszystkiego, co w jego mocy. Łącznie z przełamanie barier, stereotypów i schematów myślenia, łącznie z wytyczeniem drogi, po której nikt nie szedł. Wejście w świat nie po czyichś śladach.

Lekarze i medycyna zawsze wywołują u mnie odruchy najgłębsze. To przecież praca, której wykonanie bądź nie ma rzadko spotykaną stawkę, jaką jest życie człowieka. Dlatego w jej wypadku wszelki postęp ma niezwykle doniosłe znaczenie. A także konsekwencje. Jedną z ważniejszych kwestii, jakie padają w filmie "Bogowie" są słowa prof. Wacława Sitkowskiego, prekursora i ojca polskiej kardiochirurgii (nawiasem mówiąc, powstańca warszawskiego, który zapewne widział tragedię, o której mówi "Miasto 44"), który jako pierwszy w naszym kraju wykonał operację na otwartym sercu i stosował krążenie pozaustrojowe (w roli profesora - Jan Englert), a jednak miał poważne wątpliwości co do przeprowadzenia operacji przeszczepu serca. Nie tyle w ogóle, ale w Polsce w połowie lat 80., w takim pośpiechu i tempie, jak chciał to zrobić Zbigniew Religa.

- Nie wolno nam decydować się na eksperyment, który może skrócić życie człowieka - mówi do Zbigniewa Religi w imię zasady primum non nocere. - Poradzisz sobie z takimi konsekwencjami? - ostrzega.

A Zbigniew Religa wie, że pośpiech to nie jest kwestia jego ambicji i sławy (co mu potem zarzucano), ale sprawa życia bądź nie kolejnych ludzi, którzy czasu nie mają.

Słowem: stajemy tu przed najpoważniejszymi dylematami świata.

Ten film traktuje o Polsce lat 80. w tym sensie, że Zbigniew Religa nie jest odkrywcą w dosłownym tego słowa znaczeniu. W październikowym wydaniu pisma "Logo" ukaże się mój tekst na temat Christiaana Barnarda i pierwszej transplantacji serca, której dokonał on w szpitalu w Kapsztadzie w RPA w grudniu 1967 roku (będzie mi miło, jeśli zechcecie przeczytać, bo to też opowieść iście filmowa). To osiemnaście lat przed zabiegiem zespołu Zbigniewa Religi. Bardzo długo. Powód zwłoki był ten sam, dla którego lekarzowi z Afryki udało się zoperować pacjenta przed Amerykanami - operacje amerykańskie się długo nie udawały, lekarzy oskarżano o eksperymentowanie na ludziach i program przeszczepu serca w USA wyhamował. W Polsce było podobnie po nieudanej operacji prof. Jana Molla (lekarza m.in. szpitala im. Józefa Strusia w Poznaniu), do której doszło w 1969 roku w Łodzi.

W latach 80. Zbigniew Religa wiedział już, że przeszczepy serca są możliwe. Mało tego, wiedział że on potrafi je wykonać. Pozostawało pokonać bariery administracyjne, finansowe, wreszcie moralne. Dzisiaj, 30 lat po pierwszej w Polsce udanej operacji transplantacji serca coraz więcej osób jest gotowe odpowiedzieć "tak" na pytanie, czy w razie śmierci są gotowe oddać swoje organy bądź organy zmarłego bliskiego, by ratować innego człowieka. Wtedy jednak...

Film "Bogowie" pokazuje dość dobrze, jak ważne w tej kwestii jest zadanie odpowiedniego pytania. Jego brzmienie pozwala uświadomić, o czym my w wypadku przeszczepów tak naprawdę mówimy.

Na Zbigniewa Religę granego przez Tomasza Kota, który miota się po ekranie w niezwykłym tempie właśnie tak patrzę - jak na człowieka, który rozumie o czym tak naprawdę tu mówimy i o co w gruncie rzeczy w tym wszystkim chodzi. Zarazem nie rozumie, dlaczego nie pojmują tego inni. Dlatego się spieszy, dlatego tempo staje się tu chwilami szaleńcze.

Gdy psuje się serce, trzeba się przecież spieszyć.

Ten Zbigniew Religa to nie tyle postrzelony neurotyk i nerwus, odpalający jednego papierosa od drugiego, ale człowiek, który nie chce czekać i któremu przyświeca zasada: "Po prostu to zróbmy".

Taki Zbigniew Religa jest popisem Tomasza Kota. Mamy w Polsce wielu aktorów o kolosalnym talencie, ale niewielu z nich potrafi do tego dodać jeszcze tak mocne fizyczne metamorfozy, jakie przechodzi właśnie ten artysta. Jego Ryszard Riedel z Dżemu w "Skazanych na bluesa" robił ogromne wrażenie nie tylko ze względu na sposób, w jaki Tomasz Kot go zagrał, ale i dlatego, że aktor tak bardzo się do niego upodobnił. Tu jest tak samo.

Tomasz Kot chodzi przygarbiony jak Zbigniew Religa, kopci jak Zbigniew Religa, pije jak on, rozumuje jak on, wreszcie podobnie się zachowuje. Zmarłego w 2009 roku profesora przecież wszyscy jeszcze pamiętamy. A jeśli nie, to przypomnę to legendarne zdjęcie Jamesa L. Stanfielda wykonane po jednej z operacji w Zabrzu w 1987 roku. Zdjęcie, które znalazło się w gronie 100 najważniejszych fotografii opublikowanych w "National Geographic" i które zobaczycie także w filmie "Bogowie":

Film jest popisem Tomasza Kota, któremu dał okazję do zagrania naprawdę wspaniałej i przeciekawej roli. O tym, jak bardzo główny bohater zdominował ekran świadczy chociażby Piotr Głowacki. Ten znakomity aktor potrafi z ról drugoplanowych zrobić perełki, tak jak w wypadku "80 milionów", gdzie zagrał ubeka Sobczaka czy "Dziewczynie z szafy", gdzie zagrał brata zamkniętego we własnym świecie Tomka. Tutaj na ekranie, jako jeden z członków zespołu Zbigniewa Religi jest zupełnie w jego cieniu, podobnie jak przyćmił on ich w rzeczywistości. Potraficie wymienić chociaż jedno nazwisko lekarza (poza Zbigniewem Religą), który 5 listopada 1985 roku wziął udział w pierwszej w Polsce udanej operacji przeszczepu serca?

A jednak film "Bogowie" to nie tylko Zbigniew Religa i Tomasz Kot. To także niesamowita historia, która jest siłą i motorem napędowym tego dzieła. Historia prawdziwa, która jednocześnie nie staje się kajdanami dla trzymającego się jej ściśle twórcy. Okazuje się, że można nakręcić ciekawy i dobry film o tym jak było, skoro naprawdę było ciekawie.

"Bogowie" to i tempo, i refleksyjne zwolnienie. Spora porcja humoru, wręcz gagów, ale i dawka smutku, wzruszenia, nawet dramatu. Przyziemność i to, co podniosłe. Wszystko, co trzeba po prostu, na dodatek w odpowiednich proporcjach. Obejrzałem "Bogów" i nie mam najmniejszej ochoty wyłapywać z nich drobiazgów, do których można by się przyczepić. To bowiem naprawdę świetne kino. Nie artystyczne, nie upajające się głębią ekranu, ale znakomicie opowiedziana historia, którą wszyscy znamy, ale okazuje się, że nie do końca. Dzieło, które udowadnia, że nawet prawdziwe fakty i zdarzenia zyskują, gdy zrobić z nich film.

Gdy się popatrzy na tę historię z zadymionego Zabrza lat 80., gdy się nad nią zastanowi, to wśród scenerii tamtej Polski, w szpitalnym budynku o kształcie, który znamy z każdego naszego miasta i każdej wizyty u lekarza, przed maską dużego fiata i za drzwiami ponurego gabinetu z brunatnymi meblami zobaczymy niezwykłe przekraczanie granic. Zobaczymy też leżącego na stole operacyjnym pacjenta z pustą klatkę piersiową, który mimo tego żyje i - co ważniejsze - będzie żył. Ze świadomością, że jeśli możemy być dumni z jakiegokolwiek osiągnięcia człowieka, którym okiełznał dany mu świat, to jest to właśnie medycyna.

 

INNE TEKSTY FILMOWE AUTORA ZNAJDUJĄ SIĘ TUTAJ

Czytaj więcej na blogu Rana vulgaris.

Zobacz także

O autorze rana2

avatar

Radosław Nawrot:
Podczas kolonii w lipcu 1982 roku pewna dziewczynka próbowała mnie odciągnąć od oglądania meczu mundialu w Hiszpanii i krótkim ''pssst'' wywoływała mnie na zewnątrz. Bez skutku. Do tej pory żadnej kobiecie się ta sztuka nie udała.

Na tym blogu będą pojawiały się wpisy na temat s...