Sport.pl

Masz już blog? Dodaj wpis po zalogowaniu.

Załóż swojego bloga

08.06.2013 15:33

Gdzie jest Orzeł? Gdzie jest Orzeł?

Będzie o Estonii, Szkocji i Lechu, ale tym razem w innym kontekście niż ten, wyznaczony przez Henrika Ojameę. Bo sprawy transferu Estończyka mam już serdecznie dość. Są w końcu ciekawsze historie na świecie...

Chćby ta.

Mieliśmy nadzieję, że tym razem to on, ale sobotnie informacje nie pozostawiają złudzeń, że wrak okrętu podwodnego odnaleziony na dnie Morza Północnego to jednak nie ORP ''Orzeł'' - najbardziej legendarna jednostka w dziejach polskiej marynarki. Choć w historii ''Orła'' niewiele to zmienia, bo nadal jest on zaginiony, to nagle zrobiło się ... smutno.

Trochę to przypomina sytuację z poszukiwaniem kogoś, kto wyszedł z domu i zaginął bez wieści. Gdy już pogodziliśmy się z sytuacją, pojawiła się nadzieja. Teraz rozwiana.

Sytuacja wyglądała bowiem tak: W ubiegłym roku, podczas rutynowej wizyty, szef polskich hydrografów komandor Henryk Nitner opowiedział historię "Orła" swoim brytyjskim kolegom. Niestety, nie potrafię powiedzieć, dlaczego dopiero teraz ta opowieść do nich trafiła. Anglicy udostępnili bowiem Polakom swoje obrazy sonarowe z Morza Północnego i po miesiącach badań wytypowali jeden wrak, który uznali za "Orła". Na początku tego roku niszczyciel min ORP "Czajka" zrobił jego zdjęcia za pomocą pojazdu podwodnego. Przedstawiają one taki oto obiekt:

Nie wiadomo było, co to za okręt. Żadna ze stron nie straciła jednostki w tej okolicy w tym czasie. O jakim czasie mówimy? O przełomie maja i czerwca 1940 roku. ORP "Orzeł" wypłynął bowiem w swój ostatni rejs z bazy Rosyth w Szkocji w dniu 23 maja 1940 roku. Miał wyznaczony sektor do patrolu na Morzu Północnym  między wschodnim wybrzeżem Szkocji a brzegiem Norwegii (bliżej norweskiego), na styku Morza Północnego i Morza Norweskiego. Nie jest jednak jasne, czy w ogóle w ten sektor dopłynął. Już się bowiem nie odezwał. Zaginął bez wieści.

Brzmi to może sensacyjnie, ale w istocie w wypadku okrętów podwodnych to sytuacja dość normalna. Większość okrętów podwodnych tonęła z całymi załogami, wiele bez wieści, gdyż nie zostawał ani jeden świadek, żaden ślad ich śmierci. To powoduje, że niemal każda zagłada okrętu podwodnego otoczona jest tajemniczością. Nie wiemy, co działo się w dramatycznej chwili na pokładzie, nierzadko też gdzie miało to miejsce. Jest w takiej śmierci coś - nie wiem czy to właściwie określenie - magicznego. Nie tylko z tego powodu, że wszyscy razem dzielą nieuchronnie jeden los (jak w wypadku katastrof lotniczych), ale także dlatego, że dzielą go w takiej tajemnicy, w głębinach oceanu.

ORP "Orzeł" nie jest zatem wyjątkiem, chociaż to jedyny polski okręt, który zaginął w takich okolicznościach. Bez wieści, bez śladu, jakby rozpłynął się w powietrzu czy też raczej w wodzie. W czasie wojny Polska straciła także okręt ORP "Jastrząb", posłany na dno zresztą omyłkowo przez brytyjski trałowiec "Seagull" i norweski niszczyciel "St. Albans" w wodach Arktyki w maju 1942 roku. W jego wypadku niemal cała załoga ocalała, bo okręt zdołał się wynurzyć. Wiemy dokładnie co się wydarzyło.

"Orzeł" natomiast - kamień w wodę.

Jest w tym jakieś zrządzenie losu, gdyż ten okręt to nie byle jaka jednostka. W naszej historii odegrał szczególną rolę. I to począwszy od nazwy - nie była przypadkowa. Polskim okrętom podwodnym zwyczajowo nadaje się nazwy zwierząt - pierwsze trzy zbudowane we Francji na przełomie lat 20. i 30. określono jako "Ryś", "Wilk" i "Żbik". Następnie, tuż przed wojną zbudowano w holenderskich stoczniach "Orła" i "Sępa", a w 1940 roku polską flotę miała jeszcze wzmocnić "Kuna". W czasie wojny Polacy przejęli jeszcze trzy okręty podwodne - wspomnianego "Jastrzębia" oraz "Sokoła" i "Dzika", które działały głównie na Morzu Śródziemnym.

"Orzeł" i "Sęp" były jednostkami nowoczesnymi, dużymi, oceanicznymi, o sylwetce nie do pomylenia z jakimkolwiek innym okrętem. Były dumą polskiej floty. Na dodatek ORP "Orzeł" został zbudowany za pieniądze społeczne, po bardzo popularnej pod koniec lat 30., ogólnopolskiej zbiórce na rzecz budowy okrętu, który nosiłby miano ptaka z godła Rzeczpospolitej.

Trzeba przyznać, że wstydu jej nie przyniósł. Dramatyczne losy "Orła" są dość dobrze znane - jego uszkodzenia w czasie kampanii wrześniowej 1939 roku, zawinięcie do Tallinna w niepodległej wówczas, ale ulegającej niemieckim wpływom Estonii. Estończycy go internowali, rozbroili i zabrali mapy, ale załoga pod wodzą kapitana Jana Grudzińskiego (dotychczasowy dowódca Henryk Kłoczkowski zszedł z pokładu i już nie wrócił; do dziś trwają spory, czy stchórzył w obliczu wybuchu wojny czy nie) podjęła decyzję o ucieczce z Tallinna i przedostania się do Wielkiej Brytanii.

Pamiętam do dziś, jak mam może 11 czy 12 lat, a mój starszy kuzyn (właściwie mąż kuzynki) opowiada mi tę historię, a ja słucham z rozwartymi ustami i nie mogę uwierzyć. Historię ucieczki, a także Mariana Mokrskiego, nawigatora "Orła", który - wobec braku map zabranych przez Estończyków - narysował jedną z pamięci.

Wyobrażacie sobie taką znajomość atlasu i geografii u kogokolwiek z dzisiejszego pokolenia Wujka Google? Spróbujcie narysować z pamięci choćby kontur terytorium Polski czy Europy... A Mokrski narysował brzegi Bałtyku na tyle dokładnie, że według nih okręt mógł nawigować.

Dramatyczna i okryta sławą była droga "Orłą" przez Bałtyk i Sund (z radziecką prowokacją i rzekomym zatopieniem statku "Metallist", skrywaną w czasach PRL), pełna sprytu i zwyczajnego farta, którego tak zabrakło polskiej załodze dziewięć miesięcy później. Jeszcze w kwietniu 1940 roku "Orzeł" napotkał i posłał na dno pełen wojska niemiecki statek "Rio de Janeiro", co zdradzało plany Hitlera inwazji na Norwegię. Dwa miesiące później polska jednostka zaginęła.

Ten wrak opisany przez Brytyjczyków to także nie on. Co ciekawe, jednostką, która wypłynęła na poszukiwanie "Orła" był ... ORP "Lech". Kolejne symboliczne zrządzenie losu. To on wykonał badania, które wykluczyły, abyśmy mieli do czynienia z legendarnym okrętem podwodnym kapitana Jana Grudzińskiego. Tajemniczym w czasie służby, tajemniczym po śmierci.

Brzmi to aż niewiarygodnie, gdyż okręt nie zatonął przecież na bezmiarze Atlantyku, ale na dość niedużym i płytkim morzu. A jednak na tyle dużym, by znalezienie go okazało się niemożliwe.

Może to i dobrze - nasuwa się taka myśl - bo nie będziemy zakłócać spokoju zmarłym marynarzom, którzy razem służyli, razem uciekali z Estonii, razem topili "Rio de Janeiro" i teraz razem leżą gdzieś na dnie Morza Północnego. Zatopiony wrak to naturalny grób, może nie należy go tykać. Zostawcie Titanica - jak śpiewał niegdyś Lady Pank.

Pamiętam jednak obejrzany niegdyś film dokumentalny na temat niemieckiego okrętu podwodnego U-869. Według źródeł, zaginął on bez śladu (jak przytłaczająca część U-bootów i okrętów podwodnych) w lutym 1945 roku gdzieś u brzegów zachodniej Afryki, prawdopodobnie Maroka. Tymczasem po wielu latach, w 1991 roku zupełnie nieoczekiwanie odnaleziono jego wrak po drugiej stronie oceany, blisko Nowego Jorku w Stanach Zjednoczonych. Pamiętam siostrę jednego z marynarzu U-869, która opowiadała o tym, jak przez te 46 lat nie mogła zaznać spokoju bez wiedzy na temat tego, gdzie jest jej brat, gdzie zginął. Wydaje się, że to bez znaczenia, a jednak ona nie mogła z tego powodu spać. Kiedy wrak U-869 został odnaleziony, powiedziano jej o tym.

Choć U-boot nie został oczywiście wydobyty, a jej poległy brat pozostał na dnie Atlantyku, teraz sypia już lepiej. Spokojniej.

W wypadku ORP "Orzeł" chodzi chyba o to samo. Aby ustalić, w kórym miejscu dna pochowana została jedna z najbardziej niesamowitych załóg w dziejach naszego kraju. Ustalić, zasalutować i powiedzieć "requiescat in pace". Tylko tyle.

A przepastnych archiwach "Gazety" odnalazłem swoją rozmowę, którą przeprowadziłęm w 2005 roku z jedym z ostatnich marynarzy innego polskiego okrętu podwodnego, ORP "Ryś". Myślę, że mówi ciekawe rzeczy, więc jeśli ktoś ma ochotę, zapraszam tutaj.

Czytaj więcej na blogu Rana vulgaris.

Zobacz także

O autorze rana2

avatar

Radosław Nawrot:
Podczas kolonii w lipcu 1982 roku pewna dziewczynka próbowała mnie odciągnąć od oglądania meczu mundialu w Hiszpanii i krótkim ''pssst'' wywoływała mnie na zewnątrz. Bez skutku. Do tej pory żadnej kobiecie się ta sztuka nie udała.

Na tym blogu będą pojawiały się wpisy na temat s...

Poznań - najnowsze